wtorek, 9 października 2012

Czas na profesjonalną fotorelację.

Wszystkich chętnych do obejrzenia zdjęć z naszej wyprawy zapraszam
TUTAJ 
(wystarczy kliknąć)

To jeszcze tylko taka mała foto-zajawka:









czwartek, 4 października 2012

poniedziałek, 1 października 2012

Crocodiles never die :-)

Wróciliśmy.

Jednak w piątek Zielony prawie otarł się o Złomowisko..
Tak jak pisałam właściciel pensjonatu Amaretto Szallas umówił nam wizytę w warsztacie mechanicznym ASO Seata, Skody, Subaru i poprosił znajomego Węgra by zawiózł nas na miejsce i zaanonsował :-) Bardzo mili ludzie Ci Węgrzy prawda? :-)
Dojechaliśmy, zostawiliśmy Zielonego pod opieka mechaników i czekając na diagnozę sączyliśmy kawę w pobliskim McDonaldzie :-) McDonaldy mają dwie niezaprzeczalne zalety: czyste toalety i WiFi :-)

Kiedy wróciliśmy do warsztatu, Zielony jeszcze wisiał na podnośniku.. Mechanicy z poważnymi minami przekazali nam diagnozę: "Problem tkwi w "dyfrze", któreś z łożysk jest uszkodzone.." co znaczy ni mniej ni więcej jak: "nie wiem ile przejedziecie, 3 metry, może 1 kilometr, ale jak już się zatrzymacie na skutek zmielenia fragmentu łożyska, to nie pojedziecie dalej". Brakowało nam 200 km do Polski.. byliśmy zrozpaczeni, zapytaliśmy jeszcze czy z wałem wszystko w porządku, bo z tego co wiemy, to gdzieś tam jest luz.. mechanicy odpowiedzieli, że wszystko w porządku. Poinformowali nas też, że nie spróbują nawet "dyfra" otworzyć bo nie mają części zamiennych.

Szukaliśmy rozwiązania. Zadzwoniłam do PREVENTA, zaproponował, że wyśle mi most :-) za co bardzo dziękuję, szukaliśmy kontaktu do kogoś z klubu dużego Fiata 125P na Węgrzech ponieważ zależało nam na czasie. Wiedzieliśmy, że w sobotę musimy być w kraju..
Załoga zaczęła wątpić.. no ale od czego jest Kapitan? Kapitan opuszcza statek ostatni. Powiedziałam wprost, że bez Krokodyla nie ruszam się z Węgier. Na nasze szczęście 50m od ASO zauważyliśmy mur, a na tym murze napisy "IFA, ŻUK, NYSA..". Pobiegłam tam sprawdzić czy właściciel sklepiku z częściami nie będzie zorientowany w temacie: "warsztat mechaniczny, który naprawi nam Poloneza".. Na miejscu okazało się, że pan mówi TYLKO po węgiersku. Po węgiersku odpowiedział na pytanie zadane po angielsku i po węgiersku odpowiedział na pytanie zadane po polsku.. Zapytałam też o internet (to takie międzynarodowe słowo :-) ). Najpierw zadzwonił do kogoś i podał mi słuchawkę, kobieta mówiła po angielsku, zapytałam o warsztat samochodowy, w którym można naprawić Fiata lub Poloneza. Nie bardzo potrafiła lub nie bardzo chciała mi odpowiedzieć. Później wyjaśniło się dlaczego :-)
Zasmucona.. podziękowałam właścicielowi sklepiku i już chciałam wychodzić kiedy zawołał mnie i wskazał na komputer. No tak chciałam przecież skorzystać z internetu. Podeszłam więc do stanowiska i zaczęłam szukać kontaktu do kogoś z węgierskiego klubu Fiata 125p. Ludzie z klubu wiedzieli co to Złombol :-) Dane użytkowników forum Fiata 125P dostępne były tylko po zalogowaniu, ale w międzyczasie otrzymałam kontakt do jednego z klubowiczów od PREVENTA (kontakt przyszedł sms-em). Okazało się, że ten klubowicz mówi tylko po węgiersku i niemiecku. No to dalej.. odpaliłam translate.google.pl i poprosiłam mechanika, żeby zadzwonił do tej osoby, powiedział, że jesteśmy jedną z ekip rajdowych i potrzebujemy pomocy mechanika, który będzie umiał naprawić nasz samochód. W międzyczasie w sklepiku pojawili się najpierw Dawid, a w chwilę za nim Daga i Dima. Sklepikarz spojrzał na nas dziwnym wzrokiem i zapytał czy nasz Polonez jest tu z nami? My na to oczywiście, że tak, stoi przed sklepem. Wyszedł z nami i UWAGA! poprosił nas o wjechanie autem na podwórko. Okazało się, że sam ma warsztat mechaniczny. Pewnie robi naprawy sobie i znajomym. W każdym razie zaczęło być dobrze. Podniósł Zielonego na żabie, pokręcił kołami, usłyszał "cykanie" i powiedział, że za pół godziny będzie mógł otworzyć dyfer i zobaczyć co jest nie tak. Oczywiście zgodziliśmy się. Po otwarciu "dyfra" (spuszczeniu oleju i zdjęciu pokrywy) okazało się, że wewnątrz nie ma żadnych widocznych uszkodzeń. Mechanik zdjął jeszcze koła, żeby sprawdzić jak pracują półosie. Zabrał nas do translate.google.pl i napisał, że nie widzi żadnych uszkodzeń w "dyfrze". Popatrzyliśmy po sobie, opisaliśmy objawy i poprosiliśmy jeszcze o sprawdzenie krzyżaków na wale. Wybiegł ze sklepiku i zanurkował pod auto. Po chwili wyszedł spod niego z uśmiechem na twarzy. Już wiedział gdzie tkwi nasz problem. Znowu pobiegliśmy do translate.google.pl i dowiedzieliśmy się, że w środkowym krzyżaku wału są uszkodzenia, widać rdzawy wyciek.. Zapytaliśmy jeszcze czy jest w stanie ZDOBYĆ ten krzyżak i go wymienić. Dalej mogło się okazać, że na część do Poloneza będziemy czekać do wtorku.. Mechanik usiadł do drugiego stanowiska, odpalił system zaopatrzenia w części, a tam części DAEWOO do POLONEZA :-) Okazało się, że możemy je mieć od ręki, a auto będzie gotowe do 15:00 Wyobrażacie sobie naszą radość? A wszystko to za 6000ft (czyli około 87pln). Oczywiście zostawiliśmy panu napiwek, ogromną naklejkę ZŁOMBOLOWĄ i prezent z Grecji, coby wypił za nasze zdrowie, uratował nam w końcu tyłki :-)

Gdy tylko auto było gotowe ruszyliśmy do Małopolski. Odwiedziliśmy moich rodziców, następnego dnia ruszyliśmy do Wirów gdzie przywitał nas szampan :-)
Do Poznania dobiliśmy w niedzielę.

Przejechaliśmy 6111km, odwiedziliśmy 11 krajów (Czechy, Austrię, Słowenię, Chorwację, Czarnogórę, Albanię, Grecję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację).. i w komplecie wróciliśmy do domu. Jestem z nas bardzo dumna.














piątek, 28 września 2012

Wypoczelismy, co gorsze Krokodylek tez postanowil sie rozluznic..

Dzien w naturalnych basenach termalnych, znajdujacych sie w jaskini! bardzo nam pomogl. Czujemy sie wypoczeci :-)
Zabawne sa wegierskie ceny. Przelicznik 100ft=1.45pln wywoluje usmiech na naszych twarzach, gdy dostajemy rachunek. Kolacja za kilka tysiecy.. dobre prawda? :-) Dobrze, ze forintow :-)
Wracajac do zielonego Krokodylka. Luz na krzyzaku niestety dal o sobie znac bardzo glosnym stukaniem. Cos wpada w wibracje.. Wlasnie siedzimy na kawie, a zielony siedzi w serwisie. Wlasciciel hotelu pomogl nam znalezc mechanika.
Jestesmy dobrej mysli.. aczkowiek jeszcze nie wiemy jak ta historia sie skonczy :-)


środa, 26 września 2012

Nie wiem czy Rumunia nas kupila..

Ale Rumuni kupili nas na pewno. Biesiadowali z nami przez dwie noce. Gotowali dla nas, czestowali nas trunkami wlasnej roboty :-) Marius ze szczegolami przekazal mi przepis na rumunski gulasz, ktory wczoraj gotowal w naszym towarzystwie i  ktorym zajadalismy sie do poznej nocy. Dowiedzielismy sie o Rumunii wielu rzeczy, ktorych nie ma w przewodnikach.. moglismy wymienic nasze spostrzezenia, opinie. Zle wrazenia, ktorych nabawilismy sie tuz po przekroczeniu poludniowej granicy, zatarly sie :-)

Ogromnym plusem Rumuni sa ceny. No i cena benzyny wreszcie byla porownywalna do polskiej :-)

Jestesmy juz na Wegrzech. Jutro planujemy caly dzien odpoczywac :-)



wtorek, 25 września 2012

Rumunia drugiego dnia wydaje sie duzo ladniejsza.

Mysle, ze moge napisac, ze Dawid wyspecjalizowal sie juz w nocnych odcinkach gorskich :-) Do Alba Iulia dotarlismy przed 23:00, do 3:00 nad ranem gawedzilismy przy grillu z Cotizo i Mariusem (naszymi gospodarzami). Dzisiaj odwiedzilismy mechanika, ktory stwierdzil, ze mamy super samochod i ze mamy kontynuowac jazde bez zadnych wymian. A dzwiek z prawego kola jest skutkiem uszkodzenia fabrycznego tarczy (co nie wplywa na jakosc hamowania, zeby nie bylo). Mechanik wykonal tez dla nas nowy mechanizm regulujacy siedzenie kierowcy. Jupi!

Potwierdzila sie nasza diagnoza. Zapach paliwa pochodzil z nieszczelnego polaczenia weza odprowadzania par paliwa do wlewu paliwa. Zostal juz sklejony... Poxipolem :-)

Jestesmy juz zmeczeni tempem naszej podrozy. Planujemy wprowadzic kilka zmian do trasy. Rezygnujemy z Lwowa. Jeden dzien na zwiedzenie tego miasta tak jakbysmy chcieli to bedzie za malo. A robic cos tylko dla odhaczenia punktu trasy.. mija sie dla nas z celem. Planujemy odpoczynek w basenach termalnych, jeszcze nie zdecydowalismy czy na Wegrzech czy na Slowacji, ale taki wolny dzien nam sie przyda.

Marius gotuje dla nas dzisiaj prawdziwy rumunski gulasz :-)

Do napisania :-)

poniedziałek, 24 września 2012

Kto mowil, ze Albania jest dzika?

Ten powinien przejechac sie do Rumunii. Na samej granicy skroili nas z 43 euro. 35 euro za prom, bo na granicy z Bulgaria plynie rzeka plus 8 euro za jakies oplaty drogowe. Pierwsze 70 km nie wroza dobrze temu kraju w naszych oczach. Zobaczymy co bedzie dalej. Poki co garstka zdjec z Bulgarii, z Krokodyla i z granicy.

Pozdrawiamy